Przedwczoraj zaczęliśmy przygotowywać ozdoby świąteczne na choinkę, przed nami jeszcze sporo ich do zrobieni, plany mam, gorzej z czasem na ich wykonanie, ale do 05.12 muszę się wyrobić, bo wtedy obiecałam Olusiowi, że ubierzemy choinkę, on od tygodnia już o niej mówi, a że ozdób brak, to trzeba je robić i tym oto sposobem, powstały pierwsze, jedyne i niepowtarzalne ozdoby z masy solnej :) Oluś sam je malował, sam ozdabiał i sa najpiękniejsze na świecie :D
Matka też się trochę pobawiła i stworzyła słoniki na prezencik :)
Oto efekt w postaci filmiku i kilku zdjęć :D
Gdy choinka będzie ubrana, na pewno powstanie tu wpis z jej strojenia :)
niedziela, 30 listopada 2014
piątek, 28 listopada 2014
Dziecięce pragnienia, dziecięce marzenia...
Za prawie tydzień Mikołajki, jakże magiczny czas dla naszych dzieci i dla nas samych, od kiedy jestem mamą lubię opowiadać o św. Mikołaju, o tym , że przynosi on podarki, że spełnia marzenia, jak wygląda i jak dostaje się do domów dzieci gdy zostawia prezenty. Będąc dzieckiem uwielbiałam ten czas, a w nocy z 5 na 6 grudnia nigdy nie mogłam zasnąć, marzyłam o tym co dostanę i czy spełnią się me prośby, jednak mimo iż co roku pisałam iż chcę łyżwy nigdy ich nie dostałam (Mamo, czemu! ;) ), zawsze sobie mówiłam, że przyłapię Mikołaja jak podkłada mi prezenty, ale nigdy mi się to nie udało, za to rano zawsze było wesoło, radość i piski moje i siostry budziły mamę,w paczce zazwyczaj miałyśmy drobny podarek i masę słodyczy, w tym kalendarz adwentowy z 24 kinder niespodziankami, to było coś! Tata zawsze je kupował w Niemczech. Z perspektywy czasu patrząc nie pamiętam kiedy dowiedziałam się iż Mikołaj nie istnieje, że to rodzice dają prezenty, chcę by me dzieci jak najdłużej w niego wierzył i mam nadzieję iż uda mi się długo dochować tajemnicy.
Teraz gdy mam w domu 4 latka, pada milion pytań na temat ów gościa, na każde cierpliwie i wyczerpująco odpowiadam, a Brzdąc nie może się doczekać tego dnia. Dziś napisaliśmy list do świętego, Oluś opowiadał co chce dostać, a w trakcie pisania nie zapomniał o siostrze, domagał się nawet dopisania w jego liście listy prezentów dla Poli, którą sam stworzył czym bardzo mnie zaskoczył, bo podał takie prezenty, które Pola dostanie, a w sumie nie nakierowywałam go na nie, chyba jest on mądrzejszy niż mi się wydaje i musimy bardziej uważać co przy nim mówimy.
Nasz list miał wyglądać trochę inaczej, miał sprawić trochę więcej frajdy, ale niestety nie zdobyliśmy katalogu z Argosa, w sklepie były braki, nie było ani jednego , Oluś miał z niego wycinać zabawki, które mu się podobają, ale niestety skończyło się na bazgraniu matki, za to Brzdąc ozdobił sam kartkę i nawet narysował Mikołaja, sprawą z listem był bardzo podekscytowany, bo w sumie to jego pierwszy list.
Jak jest u Was, czy na Mikołajki też dajecie duże prezenty, czy raczej drobną rzecz i więcej słodyczy?
Moje Mikołajki <3
Teraz gdy mam w domu 4 latka, pada milion pytań na temat ów gościa, na każde cierpliwie i wyczerpująco odpowiadam, a Brzdąc nie może się doczekać tego dnia. Dziś napisaliśmy list do świętego, Oluś opowiadał co chce dostać, a w trakcie pisania nie zapomniał o siostrze, domagał się nawet dopisania w jego liście listy prezentów dla Poli, którą sam stworzył czym bardzo mnie zaskoczył, bo podał takie prezenty, które Pola dostanie, a w sumie nie nakierowywałam go na nie, chyba jest on mądrzejszy niż mi się wydaje i musimy bardziej uważać co przy nim mówimy.
Nasz list miał wyglądać trochę inaczej, miał sprawić trochę więcej frajdy, ale niestety nie zdobyliśmy katalogu z Argosa, w sklepie były braki, nie było ani jednego , Oluś miał z niego wycinać zabawki, które mu się podobają, ale niestety skończyło się na bazgraniu matki, za to Brzdąc ozdobił sam kartkę i nawet narysował Mikołaja, sprawą z listem był bardzo podekscytowany, bo w sumie to jego pierwszy list.
Jak jest u Was, czy na Mikołajki też dajecie duże prezenty, czy raczej drobną rzecz i więcej słodyczy?
Moje Mikołajki <3
wtorek, 25 listopada 2014
21 miesięcy !
Dziś Polcia kończy 21 miesięcy :)
Trochę statystyk ;)
- Waży 13kg
- ile ma cm nie mam pojęcia,
- ma 16 ząbków, choć już widać , że dolne piątki zaczynają się przebijać, przez co jest lekko przeziębiona
- dalej lekiem na wszelkie zło jest cycuś
- śpi ładnie w swoim łóżeczku, do snu usypiam ją ja i cycuś, albo tata, który robi to rewelacyjnie
- jest mega pieszczochem
- sama przychodzi i mówi "ofam Cię( kocham Cię) lub aj lolu ( I love you)"
- uwielbia lalki, wygłupy z bratem, tańczyć i śpiewać
- zaczyna mówić zdania z 4 wyrazów,
- jest małą gadułą,
- zna słowa do wielu piosenek, co prawda nie śpiewa ich płynnie, ale idzie jej to bardzo dobrze, ostatnio na szczycie jest : Panie Janie, Pan Tik Tak, Kaczka Dziwaczka, Zostań moją przyjaciółką,
- rozmiar stópki 22, choć już widzę , że zaraz się zmieni
- w końcu przechodzi powoli na rozmiar ciuszków 18-24 miesięcy, bo do tej pory jeszcze wiele na 12 -18 było dobrych,
- uwielbia mandarynki i jajko niespodziankę,
- ulubiona zabawa to rysowanie i układanie klocków,
- dalej uwielbia gdy się jej czyta, a ulubiona książeczka to "Turlututu akuku to ja!" :)
Przepraszam, że tak mało piszę, ale ostatnio mam strasznie dużo pracy, zleceń mam pełno, co bardzo mnie cieszy, ale przez to na bloga nie mam czasu, mam nadzieję iż uda mi się teraz pisać systematycznie :)
Trochę statystyk ;)
- Waży 13kg
- ile ma cm nie mam pojęcia,
- ma 16 ząbków, choć już widać , że dolne piątki zaczynają się przebijać, przez co jest lekko przeziębiona
- dalej lekiem na wszelkie zło jest cycuś
- śpi ładnie w swoim łóżeczku, do snu usypiam ją ja i cycuś, albo tata, który robi to rewelacyjnie
- jest mega pieszczochem
- sama przychodzi i mówi "ofam Cię( kocham Cię) lub aj lolu ( I love you)"
- uwielbia lalki, wygłupy z bratem, tańczyć i śpiewać
- zaczyna mówić zdania z 4 wyrazów,
- jest małą gadułą,
- zna słowa do wielu piosenek, co prawda nie śpiewa ich płynnie, ale idzie jej to bardzo dobrze, ostatnio na szczycie jest : Panie Janie, Pan Tik Tak, Kaczka Dziwaczka, Zostań moją przyjaciółką,
- rozmiar stópki 22, choć już widzę , że zaraz się zmieni
- w końcu przechodzi powoli na rozmiar ciuszków 18-24 miesięcy, bo do tej pory jeszcze wiele na 12 -18 było dobrych,
- uwielbia mandarynki i jajko niespodziankę,
- ulubiona zabawa to rysowanie i układanie klocków,
- dalej uwielbia gdy się jej czyta, a ulubiona książeczka to "Turlututu akuku to ja!" :)
Przepraszam, że tak mało piszę, ale ostatnio mam strasznie dużo pracy, zleceń mam pełno, co bardzo mnie cieszy, ale przez to na bloga nie mam czasu, mam nadzieję iż uda mi się teraz pisać systematycznie :)
czwartek, 13 listopada 2014
Czas dla mamy ! Czas dla taty!
Czy macie czasami takie dni kiedy wyruszacie z domu bez dzieci? Lubicie to?
Bo ja tak! Nie należę do mam, które bez swych dzieci nigdzie się nie ruszają, przyznam się szczerze iż gdy tylko nadarzy się okazja czmycham z domu bez Brzdąców, dla mnie to relaks, oczyszczenie duszy i spokój, mogę spokojnie pooglądać co chcę, zatrzymać się na dłużej, wypić kawę z przyjaciółką w ulubionej kawiarni na spokojnie, bez myśli, że trzeba w miarę szybko pić, bo zaraz dzieciom się znudzi i zacznie się szał, bieganina i krzyki. Takie dni są mi potrzebne jak tlen do oddychania, dają mi chwilę wytchnienia, naładowują energię i pozwalają zachować równowagę umysłu, a przy tym pozwalają M na zacieśnianie więzi z Olusiem i Polą.
Cieszę się bardzo iż M jest Tatą na 6! Zajmuje się Brzdącami rewelacyjnie, a one uwielbiają czas z nim spędzany. To on jest dla nich najlepszym kompanem zabaw, to on buduje zamki i wieże z klocków najlepiej na świecie, a gdy wraca z pracy rozlegają się piski radości, uwielbiam ten widok, uwielbiam tą radość, to że mają tak rewelacyjny kontakt i że mogę się temu wszystkiemu przyglądać. Łączy ich specjalna więź, coś nie do opisania. Dla M to nie problem , pobawić się z dziećmi gdy jest zmęczony po pracy, na to zawsze znajdzie siły, a ja wtedy mam czas na coś innego, na swoją pracę, na obiad, na sprzątanie, a gdy słyszy się za ścianą ten gwar, te rozmowy i wygłupy od razu robi się ciepło na sercu.
Bo ja tak! Nie należę do mam, które bez swych dzieci nigdzie się nie ruszają, przyznam się szczerze iż gdy tylko nadarzy się okazja czmycham z domu bez Brzdąców, dla mnie to relaks, oczyszczenie duszy i spokój, mogę spokojnie pooglądać co chcę, zatrzymać się na dłużej, wypić kawę z przyjaciółką w ulubionej kawiarni na spokojnie, bez myśli, że trzeba w miarę szybko pić, bo zaraz dzieciom się znudzi i zacznie się szał, bieganina i krzyki. Takie dni są mi potrzebne jak tlen do oddychania, dają mi chwilę wytchnienia, naładowują energię i pozwalają zachować równowagę umysłu, a przy tym pozwalają M na zacieśnianie więzi z Olusiem i Polą.
Cieszę się bardzo iż M jest Tatą na 6! Zajmuje się Brzdącami rewelacyjnie, a one uwielbiają czas z nim spędzany. To on jest dla nich najlepszym kompanem zabaw, to on buduje zamki i wieże z klocków najlepiej na świecie, a gdy wraca z pracy rozlegają się piski radości, uwielbiam ten widok, uwielbiam tą radość, to że mają tak rewelacyjny kontakt i że mogę się temu wszystkiemu przyglądać. Łączy ich specjalna więź, coś nie do opisania. Dla M to nie problem , pobawić się z dziećmi gdy jest zmęczony po pracy, na to zawsze znajdzie siły, a ja wtedy mam czas na coś innego, na swoją pracę, na obiad, na sprzątanie, a gdy słyszy się za ścianą ten gwar, te rozmowy i wygłupy od razu robi się ciepło na sercu.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Zwierzaki i dzieciaki .
Jaki jest Wasz stosunek do dzieci i zwierząt? Czy dzieci powinny wychowywać się razem ze zwierzakami? Czy według Was nie?
Ja jak sięgam pamięcią od zawsze miałam jakiegoś zwierzaka, myszki, chomiki, króliki, koty, te zwierzaki przewijały się przez nasz dom, byłam miłośniczką zwierząt i najchętniej miałabym w domu cały zoologiczny.
Kiedy na świecie pojawił się Oluś i zaczął być bardziej kontaktowy, stwierdziłam, że trzeba kupić do domu kota, co by Oluś uczył się empatii i miał kontakt ze zwierzętami, tym oto sposobem pojawiła się u nas Kiki, nasza rozbrykana kotka, której wszędzie było pełno. Oluś uwielbiał się z nią bawić, Ona gdy miała dosyć uciekała, ostatecznością były pazury, miała anielską cierpliwość, do rozbrykanego 14 miesięczniaka, który sprawdzał co się stanie gdy pociągnie za ogon, sierść, kilka razy mu pokazała czym to może grozić, gdy pojawiła się Pola, Kiki urodziła swoje pierwsze kociaki 2 tyg po tym jak ja urodziłam Polę, w domu było mega zamieszanie, Oluś był jeszcze mały chciał je nosić, bawić się z nimi, powiedzieliśmy mu o kotkach jak miały ok 2 tyg, wcześniej i Kiki je dobrze chowała, z tego miotu zostawiliśmy sobie kocurka, Elmo i tak sobie żyły te nasze dzieci i koty w większej lub mniejszej zgodzie... lecz niestety, Elmo stawał się coraz bardziej dziki, znikał z domu na kilka dni, wracał by sie najeść, ogrzać i ruszał dalej, Kiki lubiła dom, lubiła się łasić, była fajną kicią, ale kilka tygodni temu ktoś nam ją potrącił... odeszła do kociego nieba... Dzieci na szczęście nie odczuły jej braku, pytały kilka razy to tata odpowiadał , że udała się w krainę udanych łowów, gdzie pewnie będzie jej bardzo dobrze, nie było powiedziane, że nie żyje, nie umiałam tego powiedzieć, byłam tchórzem.
M powiedział, że kategorycznie żadnych zwierząt w domu, jednak ja wiedziałam, że to tylko chwila, dlatego iż wcześniej wspominał coś o chomiku, lecz ja byłam mu przeciwna i miałam dobry argument, jest kot, lecz teraz nie miałam argumentów przeciw, a to że chomiki gryzą do M nie docierało i tym odo sposobem od 3 dni mamy chomika.
Dzieci jak tylko go zobaczyły , ucieszyły się bardzo,w ogóle się nie bały, chciały go na ręce, dawały buziaki, a ja z dala od tego wszystkiego, jeden chomik z dzieciństwa mocno utkwił mi w pamięci, gryzł do krwi, która lała się ciurkiem, ten wydaje się łagodny, choć raz ugryzł już Brzdąca bo chciał pogłaskać Betsy (Betsi), a wcześniej jadł chrupki i ona je poczuła na palcach i krew się polała, ja już chciałam ją oddawać... ale dałam jej szanse i jest ok, dzieci się z nią bawią, cieszą się gdy biega w kółku, gdy je, gdy się myje, a ja przyglądam się temu z boku i ciesze się ich szczęściem z drugiej strony bojąc się by ich nie ugryzła.
A Wy jakie mieliście zwierzaki w dzieciństwie, a jakie macie obecnie?
Ja jak sięgam pamięcią od zawsze miałam jakiegoś zwierzaka, myszki, chomiki, króliki, koty, te zwierzaki przewijały się przez nasz dom, byłam miłośniczką zwierząt i najchętniej miałabym w domu cały zoologiczny.
Kiedy na świecie pojawił się Oluś i zaczął być bardziej kontaktowy, stwierdziłam, że trzeba kupić do domu kota, co by Oluś uczył się empatii i miał kontakt ze zwierzętami, tym oto sposobem pojawiła się u nas Kiki, nasza rozbrykana kotka, której wszędzie było pełno. Oluś uwielbiał się z nią bawić, Ona gdy miała dosyć uciekała, ostatecznością były pazury, miała anielską cierpliwość, do rozbrykanego 14 miesięczniaka, który sprawdzał co się stanie gdy pociągnie za ogon, sierść, kilka razy mu pokazała czym to może grozić, gdy pojawiła się Pola, Kiki urodziła swoje pierwsze kociaki 2 tyg po tym jak ja urodziłam Polę, w domu było mega zamieszanie, Oluś był jeszcze mały chciał je nosić, bawić się z nimi, powiedzieliśmy mu o kotkach jak miały ok 2 tyg, wcześniej i Kiki je dobrze chowała, z tego miotu zostawiliśmy sobie kocurka, Elmo i tak sobie żyły te nasze dzieci i koty w większej lub mniejszej zgodzie... lecz niestety, Elmo stawał się coraz bardziej dziki, znikał z domu na kilka dni, wracał by sie najeść, ogrzać i ruszał dalej, Kiki lubiła dom, lubiła się łasić, była fajną kicią, ale kilka tygodni temu ktoś nam ją potrącił... odeszła do kociego nieba... Dzieci na szczęście nie odczuły jej braku, pytały kilka razy to tata odpowiadał , że udała się w krainę udanych łowów, gdzie pewnie będzie jej bardzo dobrze, nie było powiedziane, że nie żyje, nie umiałam tego powiedzieć, byłam tchórzem.
M powiedział, że kategorycznie żadnych zwierząt w domu, jednak ja wiedziałam, że to tylko chwila, dlatego iż wcześniej wspominał coś o chomiku, lecz ja byłam mu przeciwna i miałam dobry argument, jest kot, lecz teraz nie miałam argumentów przeciw, a to że chomiki gryzą do M nie docierało i tym odo sposobem od 3 dni mamy chomika.
Dzieci jak tylko go zobaczyły , ucieszyły się bardzo,w ogóle się nie bały, chciały go na ręce, dawały buziaki, a ja z dala od tego wszystkiego, jeden chomik z dzieciństwa mocno utkwił mi w pamięci, gryzł do krwi, która lała się ciurkiem, ten wydaje się łagodny, choć raz ugryzł już Brzdąca bo chciał pogłaskać Betsy (Betsi), a wcześniej jadł chrupki i ona je poczuła na palcach i krew się polała, ja już chciałam ją oddawać... ale dałam jej szanse i jest ok, dzieci się z nią bawią, cieszą się gdy biega w kółku, gdy je, gdy się myje, a ja przyglądam się temu z boku i ciesze się ich szczęściem z drugiej strony bojąc się by ich nie ugryzła.
A Wy jakie mieliście zwierzaki w dzieciństwie, a jakie macie obecnie?
sobota, 25 października 2014
20 miesięcy!
Pola kończy dziś 20 miesięcy!Nowości wiele, gada jak najęta, a najbardziej lubi się kłócić. O swoje zdanie walczy zacięcie, nie odpuszcza bratu, dzień bez kłótni, to dzień stracony, ale widok ich razem bawiących się-bezcenny :)
Pola już fajnie bawi się z bratem, spełnia jego polecenia, naśladuje każdy jego ruch, wystarczy, że Oluś powie "Polcia zrób tak!" i Pola robi. Widok gdy razem skaczą po łóżku trzymając się za ręce, gdy Oluś coś jej tłumaczy, gdy tulą się do siebie, szepczą sobie coś na ucho utwierdza mnie tylko w tym, że decyzja o drugim maluchu była strzałem w dziesiątkę.
Obecnie nie jestem im już tak potrzebna do zabawy, nie raz nawet jest tak, że wyganiają mnie z pokoju i pozostaje mi tylko podsłuchiwanie ich rozmów, a rozumieją się doskonale, mimo iż Pola większość mówi po swojemu, Olek bez problemu wie o co jej chodzi. Ostatnio przyłapałam ich na zabawie w lekarza, Pola leżąca na łóżku, pod pachę podłączony wężyk od inhalatora (Oluś sobie wyciągnął) , przykryta kocem , a Brzdąc siedzi dalej i dmucha w wężyk, gdy mnie zauważył powiedział "Mamo! Pola jest chora, pompuje w nią powietrze bo z niej zeszło i nie ma siły się bawić!" ;)
Jest wesoło!
czwartek, 23 października 2014
Halloween party!
Wczoraj Oluś miał w przedszkolu mini imprezkę :) Wszystkie dzieci miały się przebrać i było Halloween Party. Brzdąc zażyczył sobie strój pirata, także przeszukaliśmy sklepy i znaleźliśmy strasznego pirata, który się jemu spodobał. Podekscytowany szedł do przedszkola i myślał głośno za co dzieci się przebiorą. Godzinę przed zakończeniem przedszkola na imprezę mogli dołączyć rodzice, tak więc nie mogło nas tam zabraknąć, przebrałam Polcie za czarownicę i poszłyśmy, Oluś szczęśliwy, że jesteśmy oprowadzał siostrę po przedszkolu, młoda zafascynowana i szczęśliwa bo tyle dzieci dookoła i mogła się z nimi pobawić, bo tyle zabawek i różnych fajnych rzeczy. Spędziliśmy miło czas, mam porobiła parę zdjęć i tak minął nam przedszkolny dzień.
Dziś Oluś siedzi w domu, bo wczoraj miał gorączkę, dziś stan przed gorączkowy i dopadł go kaszel i katar, także siedzimy grzejemy się pod kocykiem, czytamy książeczki, oglądamy bajki, dzień lenistwa ogarnął nas. Zapraszam do zdjęć :)

Dziś Oluś siedzi w domu, bo wczoraj miał gorączkę, dziś stan przed gorączkowy i dopadł go kaszel i katar, także siedzimy grzejemy się pod kocykiem, czytamy książeczki, oglądamy bajki, dzień lenistwa ogarnął nas. Zapraszam do zdjęć :)
Choć Poluniu pokażę Ci wszystko!

wtorek, 21 października 2014
W krainie marzeń...
Od jakiegoś czasu Pola co wieczór wchodziła do łóżeczka Olusia oznajmiając, że ona chce w nim spać, dzięki czemu sama dała nam znać, że łóżeczko turystyczne to już nie dla niej.
Nadarzyła się okazja i kupiliśmy jej łóżeczko, takie same jak ma Oluś , ale białe, bo idealnie pasuje do jej pokoiku, jeszcze dzień przed zakupem rozmawiałam z mężem na temat zmiany łóżeczka i na jakie bym chciała, a następnego dnia, tadam i mam moje wymarzone łoże dla mej królewny :) Maż na początku sceptycznie podchodził do tego tematu, że jeszcze za mała, że może poczekamy,trochę dało mi to do myślenia, ale go przekonałam i jak zobaczyliśmy radość Poli po złożeniu łóżeczka, to wiedzieliśmy już iż podjęliśmy bardzo dobra decyzję, Polcia zasnęła bez najmniejszego problemu :)
Uwielbiam jej pokój, ten klimat :) Jeszcze tylko dojdzie nowa, dorosła pościel i będzie bajecznie <3
Z Olusia pokoikiem muszę coś zrobić, żeby bardziej mi się podobał :) jak coś wymyślę to na pewno się pochwalę :)
Nadarzyła się okazja i kupiliśmy jej łóżeczko, takie same jak ma Oluś , ale białe, bo idealnie pasuje do jej pokoiku, jeszcze dzień przed zakupem rozmawiałam z mężem na temat zmiany łóżeczka i na jakie bym chciała, a następnego dnia, tadam i mam moje wymarzone łoże dla mej królewny :) Maż na początku sceptycznie podchodził do tego tematu, że jeszcze za mała, że może poczekamy,trochę dało mi to do myślenia, ale go przekonałam i jak zobaczyliśmy radość Poli po złożeniu łóżeczka, to wiedzieliśmy już iż podjęliśmy bardzo dobra decyzję, Polcia zasnęła bez najmniejszego problemu :)
Uwielbiam jej pokój, ten klimat :) Jeszcze tylko dojdzie nowa, dorosła pościel i będzie bajecznie <3
Z Olusia pokoikiem muszę coś zrobić, żeby bardziej mi się podobał :) jak coś wymyślę to na pewno się pochwalę :)
czwartek, 16 października 2014
Świat dzieci bezstresowo wychowanych.
Jestem ciekawa jak za kilka, kilkanaście lat będzie wyglądać ten świat, gdy dorosną dzieci wychowywane w duchu bezstresowego wychowania, co wtedy mądrzy naukowcy będą mówić i pisać, czy dalej będą uważać , że kary to zło, że zabieranie przywilejów również? Przeraża mnie to w jakim świecie teraz żyjemy, rodzicom niczego nie wolno, nie mogą krzyknąć, zamknąć w pokoju.
Mam kłopoty z Olkiem, miałam z nim kłopot od zawsze, od kiedy skończył jakieś 15 miesięcy, od tego czasu co kilka dni toczymy wojny, na polu bitwy ja i On, czasami Tata, wojny o oglądanie bajek, o słodycze, o bicie innych.Mam z nim problem, a może mam problem ze sobą ? No nie wiem... Jednak po tych kilku latach wychowywania go nie daje rady, różne metody, prośby, groźby, kary itd przestają działać. Gdy kilka dni temu tłumaczyłam mu, że nie wolno bić , nie wolno wyrywać zabawek, że rozmową trzeba załatwiać konflikty,a on za chwilę robi to samo,przedszkolanka się skarży, mówi , że uderzył dziewczynkę i ona ma siniaka na brzuszku, to opadam z sił. Zaczynam wątpić w siebie i swoją rodzicielską moc. Dając mu karę od razu słyszę "Nie lubię mamy", gdy wspiera mnie mąż dodaje jeszcze " nie lubię taty" , gdy zabieram mu zabawkę, którą On zabrał chwilę temu Polci tłumacząc, że nie wolno tak robić bo ona bawiła się pierwsza i że musi poczekać na swoją kolej słyszę "nie lubię Poli" i tak co kilka dni.
Staram się z całych sił, tłumacze , rozmawiam, on wtedy siedzi patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczkami przytakując, mówiąc , że rozumie, a gdy tylko zejdzie z kolan, mija kilkanaście minut i jest powtórka z rozrywki... czemu dzieci na świecie nie pojawiają się z instrukcją obsługi? Czy ja jestem za mało konsekwentna? Nie sądzę, bo jak coś powiem tak jest, Olek nie żyje w świecie nakazów i zakazów, często daję mu wybór, a może to źle? Może ja powinnam o wszystkim decydować? Ale czy to nie buduje jego poczucia wartości, że on może o czymś sam zdecydować? Bo wydaje mi się, że powinno, powinno się dla niego liczyć to , że mama i tata liczą się z jego zdaniem. Ja już nie wiem jak mam na niego wpłynąć, miesiąc temu działało na niego coś innego, teraz znów trzeba szukać złotego środka i tak zapewne do 18nastki. Być rodzicem to nie łatwa sprawa... Ale kto da radę jak nie ja.
Musiałam się wygadać...
Mam kłopoty z Olkiem, miałam z nim kłopot od zawsze, od kiedy skończył jakieś 15 miesięcy, od tego czasu co kilka dni toczymy wojny, na polu bitwy ja i On, czasami Tata, wojny o oglądanie bajek, o słodycze, o bicie innych.Mam z nim problem, a może mam problem ze sobą ? No nie wiem... Jednak po tych kilku latach wychowywania go nie daje rady, różne metody, prośby, groźby, kary itd przestają działać. Gdy kilka dni temu tłumaczyłam mu, że nie wolno bić , nie wolno wyrywać zabawek, że rozmową trzeba załatwiać konflikty,a on za chwilę robi to samo,przedszkolanka się skarży, mówi , że uderzył dziewczynkę i ona ma siniaka na brzuszku, to opadam z sił. Zaczynam wątpić w siebie i swoją rodzicielską moc. Dając mu karę od razu słyszę "Nie lubię mamy", gdy wspiera mnie mąż dodaje jeszcze " nie lubię taty" , gdy zabieram mu zabawkę, którą On zabrał chwilę temu Polci tłumacząc, że nie wolno tak robić bo ona bawiła się pierwsza i że musi poczekać na swoją kolej słyszę "nie lubię Poli" i tak co kilka dni.
Staram się z całych sił, tłumacze , rozmawiam, on wtedy siedzi patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczkami przytakując, mówiąc , że rozumie, a gdy tylko zejdzie z kolan, mija kilkanaście minut i jest powtórka z rozrywki... czemu dzieci na świecie nie pojawiają się z instrukcją obsługi? Czy ja jestem za mało konsekwentna? Nie sądzę, bo jak coś powiem tak jest, Olek nie żyje w świecie nakazów i zakazów, często daję mu wybór, a może to źle? Może ja powinnam o wszystkim decydować? Ale czy to nie buduje jego poczucia wartości, że on może o czymś sam zdecydować? Bo wydaje mi się, że powinno, powinno się dla niego liczyć to , że mama i tata liczą się z jego zdaniem. Ja już nie wiem jak mam na niego wpłynąć, miesiąc temu działało na niego coś innego, teraz znów trzeba szukać złotego środka i tak zapewne do 18nastki. Być rodzicem to nie łatwa sprawa... Ale kto da radę jak nie ja.
Musiałam się wygadać...
środa, 15 października 2014
Mała papuga, która ciągle czegoś nie chce...
Któż to taki? To Pola ;)
Ostatnio Polcia wszystko papuguje po Olusiu, bierze z niego te dobre jak i to złe zachowanie, niestety tego złego jest więcej, otóż moja mała córeczka zaczyna bić, a czemu? No bo Oluś czasami ją uderzy, to i ona dłużna nie zostaje, gdy on się uspokoi ona zaczyna, wchodzenie na kuchenne blaty ma opanowane do perfekcji, podsuwa sobie krzesło i raz ,dwa już sobie siedzi na blacie i sięga co chce, Oluś zaczął to robić mając 2,5 roku, no ale jak ma się kogo naśladować to zaczyna robić się wszystko szybciej ;) Oluś specjalnie upada, Pol też, Oluś łapie kota, Pola też, Oluś idzie myć ząbki, Pola też, jest jego małym cieniem, a On dla niej jest autorytetem.
Od kilku dni z ust Poli na każde pytanie pada odpowiedź " Nie kcem", "Pola idziemy się myć" "Nie kcem!" "Idziemy dada?" "Nie kcem" Jedynie czego nie odmawia to cycusia, jego zawsze, wszędzie i każdej porze "kce". Od wczoraj zauważyłam też, że królewna zaczyna składać zdania z trzech wyrazów :) pierwsze takie zdanie brzmiało " Tata czedł czkola" (Tata poszedł do przedszkola), a następne to "Mama Oluś dzie czkola" (Mamo Oluś idzie z przedszkola) " Pola ce moc" (Pola chce moc tzn. piosenkę mam te moc )" Dziemy am niadanko" (Idziemy jeść śniadanko) , ogólnie jestem w szoku ile ona mówi, bez problemu się z nią dogaduje, choć gdy ktoś z boku słucha raczej mało rozumie, bo wiele słówek mówi podobnie, ale ja nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem i rozróżnieniem ich :) Uważam iż to też zasługa tego, że ma starszego brata i od niego się uczy, ale ona ogólnie lubi się uczyć nowych słów, piosenek i raz dwa łapie, więc mowa przychodzi jej z łatwością.
Zdjęcia z poniedziałkowego , zakupowego szaleństwa :)
Ostatnio Polcia wszystko papuguje po Olusiu, bierze z niego te dobre jak i to złe zachowanie, niestety tego złego jest więcej, otóż moja mała córeczka zaczyna bić, a czemu? No bo Oluś czasami ją uderzy, to i ona dłużna nie zostaje, gdy on się uspokoi ona zaczyna, wchodzenie na kuchenne blaty ma opanowane do perfekcji, podsuwa sobie krzesło i raz ,dwa już sobie siedzi na blacie i sięga co chce, Oluś zaczął to robić mając 2,5 roku, no ale jak ma się kogo naśladować to zaczyna robić się wszystko szybciej ;) Oluś specjalnie upada, Pol też, Oluś łapie kota, Pola też, Oluś idzie myć ząbki, Pola też, jest jego małym cieniem, a On dla niej jest autorytetem.
Od kilku dni z ust Poli na każde pytanie pada odpowiedź " Nie kcem", "Pola idziemy się myć" "Nie kcem!" "Idziemy dada?" "Nie kcem" Jedynie czego nie odmawia to cycusia, jego zawsze, wszędzie i każdej porze "kce". Od wczoraj zauważyłam też, że królewna zaczyna składać zdania z trzech wyrazów :) pierwsze takie zdanie brzmiało " Tata czedł czkola" (Tata poszedł do przedszkola), a następne to "Mama Oluś dzie czkola" (Mamo Oluś idzie z przedszkola) " Pola ce moc" (Pola chce moc tzn. piosenkę mam te moc )" Dziemy am niadanko" (Idziemy jeść śniadanko) , ogólnie jestem w szoku ile ona mówi, bez problemu się z nią dogaduje, choć gdy ktoś z boku słucha raczej mało rozumie, bo wiele słówek mówi podobnie, ale ja nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem i rozróżnieniem ich :) Uważam iż to też zasługa tego, że ma starszego brata i od niego się uczy, ale ona ogólnie lubi się uczyć nowych słów, piosenek i raz dwa łapie, więc mowa przychodzi jej z łatwością.
Zdjęcia z poniedziałkowego , zakupowego szaleństwa :)
sobota, 11 października 2014
4 lata...
4 lata temu o tej porze leżałam na porodówce, już z bólami i skurczami, by o 20:07 móc zobaczyć mego ukochanego i wyczekanego synka, wtedy taki malusi, taki umęczony, bezbronny, skazany na mnie lub tatę, bez nas by zginał, a dziś ? Dziś to myśmy zginęli bez niego.
Nasz mały wielki świat, miłość od pierwszych chwil, wylane litry płaczu ze śmiechu i bezradności, o brak wzbudzania w nas emocji posądzić go nie można, wesoły, zaradny, mądry i szalony, pomysłowy, z psotnikami w oczkach, każdy dzień z nim jest nowym przeżyciem, nie wiadomo co przyniesie. Chłopczyk o złotym serduszku, gdy źle pocieszy, przytuli, uwielbia jeździć na rowerku, gdy wieczorem czytamy książeczki i bajkę rycerz Mike, uwielbia też Spidermama i Batmana, choć nigdy tych bajek nie oglądał, ale jak tylko widzi jakąś zabawkę z tymi postaciami od razu pojawiają się iskierki w oczach :) Oluś to mały urwis, niecierpliwy, wrażliwy. Uwielbiam go, uwielbiam każdą chwilę z nim spędzoną, a dziś z okazji jego urodzin, pragnę życzyć mu
- Zdrowia -bo ono najważniejsze,
- szczęśliwego dzieciństwa- by miał ciekawe i piękne wspomnienia,
- miłości - by zawsze mu towarzyszyła
- wspaniałych ludzi wokół- by kolorowali jego życie
- szczęścia- by każdy dzień się nim wypełniał
- beztroski - by nigdy nie spotkały go przykrości
- uśmiechu- z nim na ustach idzie sie lepiej przez świat
- anioła stróża- co by strzegł go przed złem tego świata
- spełnienia marzeń- bo ich spełnienie daje siłę by iść dalej
STO LAT SYNKU!
poniedziałek, 6 października 2014
Jak by jutra miało nie być...
Jak ja nie lubię narzekających ciągle ludzi... staram się od takich izolować, a tu proszę pewna grupa na facebooku i ciągle narzekania, sam pesymizm , jak dobrze, ze można odznaczyć takie miejsca... ludzie cieszcie się zdrowiem swoim, najbliższych, znajdzie jakiś sens w życiu, a nie ciągle się dołujecie, nie rozumiem jak można tak żyć...
Jak można nie dostrzegać piękna dnia codziennego, dziękuj za to, że masz kolejny dzień do przeżycia, że świeci słońce, że pada deszcz, każdy ma problemy, ale nauczmy się żyć tak by to nie one stały się najważniejsze, one przeminą, tak jak wszystko, ale czas, który poświęciłeś wtedy na dołowanie się nimi nie wróci, sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące, lata uciekają nam przez palce, zanurzając się w problemach tracicie życie, a czasu już nikt nie cofnie. Ja od jakiegoś czasu zmieniam swe podejście do życia i wiecie co? Ono jest łatwiejsze, jest jakiś problem ok jest, to zaraz go rozwiążemy, jak nie daje rady sama, proszę o pomoc moją prawą dłoń, me największe szczęście- męża, on zawsze ma trzeźwy umysł i dodaje mi skrzydeł, daje dobre słowo. Oczywiście czasami się pożalę, ale to nie to jest celem mego życia. Są ważniejsze cele na tym świecie, lepsze wartości, warto podążać za marzeniami, spełnianie ich daje mega kopa i pozytywną energię, nauczmy się żyć tak jakby jutra miało nie być, a będzie piękniej, zobaczycie sami.
Także życzę Wam więcej optymizmu, wiary w siebie, we własne siły i to iż dacie radę pokonać wszelkie przeciwności los, takie myślenie zmienia życie! :)
Jak można nie dostrzegać piękna dnia codziennego, dziękuj za to, że masz kolejny dzień do przeżycia, że świeci słońce, że pada deszcz, każdy ma problemy, ale nauczmy się żyć tak by to nie one stały się najważniejsze, one przeminą, tak jak wszystko, ale czas, który poświęciłeś wtedy na dołowanie się nimi nie wróci, sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące, lata uciekają nam przez palce, zanurzając się w problemach tracicie życie, a czasu już nikt nie cofnie. Ja od jakiegoś czasu zmieniam swe podejście do życia i wiecie co? Ono jest łatwiejsze, jest jakiś problem ok jest, to zaraz go rozwiążemy, jak nie daje rady sama, proszę o pomoc moją prawą dłoń, me największe szczęście- męża, on zawsze ma trzeźwy umysł i dodaje mi skrzydeł, daje dobre słowo. Oczywiście czasami się pożalę, ale to nie to jest celem mego życia. Są ważniejsze cele na tym świecie, lepsze wartości, warto podążać za marzeniami, spełnianie ich daje mega kopa i pozytywną energię, nauczmy się żyć tak jakby jutra miało nie być, a będzie piękniej, zobaczycie sami.
Także życzę Wam więcej optymizmu, wiary w siebie, we własne siły i to iż dacie radę pokonać wszelkie przeciwności los, takie myślenie zmienia życie! :)
A to moje osobiste definicje szczęścia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































