sobota, 25 października 2014

20 miesięcy!

Pola kończy dziś 20 miesięcy!

Nowości wiele, gada jak najęta, a najbardziej lubi się kłócić. O swoje zdanie walczy zacięcie, nie odpuszcza bratu, dzień bez kłótni, to dzień stracony, ale widok ich razem bawiących się-bezcenny :)

Pola już fajnie bawi się z bratem, spełnia jego polecenia, naśladuje każdy jego ruch, wystarczy, że Oluś powie "Polcia zrób tak!" i Pola robi. Widok gdy razem skaczą po łóżku trzymając się za ręce, gdy Oluś coś jej tłumaczy, gdy tulą się do siebie, szepczą sobie coś na ucho utwierdza mnie tylko w tym, że decyzja o drugim maluchu była strzałem w dziesiątkę.

Obecnie nie jestem im już tak potrzebna do zabawy, nie raz nawet jest tak, że wyganiają mnie z pokoju i pozostaje mi tylko podsłuchiwanie ich rozmów, a rozumieją się doskonale, mimo iż Pola większość mówi po swojemu, Olek bez problemu wie o co jej chodzi. Ostatnio przyłapałam ich na zabawie w lekarza, Pola leżąca na łóżku, pod pachę podłączony wężyk od inhalatora (Oluś sobie wyciągnął) , przykryta kocem , a Brzdąc siedzi dalej i dmucha w wężyk, gdy mnie zauważył powiedział "Mamo! Pola jest chora, pompuje w nią powietrze bo z niej zeszło i nie ma siły się bawić!"  ;)

Jest wesoło!







czwartek, 23 października 2014

Halloween party!

Wczoraj Oluś miał w przedszkolu mini imprezkę :) Wszystkie dzieci miały się przebrać i było Halloween Party. Brzdąc zażyczył sobie strój pirata, także przeszukaliśmy sklepy i znaleźliśmy strasznego pirata, który się jemu spodobał. Podekscytowany szedł do przedszkola i myślał głośno za co dzieci się przebiorą. Godzinę przed zakończeniem przedszkola na imprezę mogli dołączyć rodzice, tak więc nie mogło nas tam zabraknąć, przebrałam Polcie za czarownicę i poszłyśmy, Oluś szczęśliwy, że jesteśmy oprowadzał siostrę po przedszkolu, młoda zafascynowana i szczęśliwa bo tyle dzieci dookoła i mogła się z nimi pobawić, bo tyle zabawek i różnych fajnych rzeczy. Spędziliśmy miło czas, mam porobiła parę zdjęć i tak minął nam przedszkolny dzień.

Dziś Oluś siedzi w domu, bo wczoraj miał gorączkę, dziś stan przed gorączkowy i dopadł go kaszel i katar, także siedzimy grzejemy się pod kocykiem, czytamy książeczki, oglądamy bajki, dzień lenistwa ogarnął nas. Zapraszam do zdjęć :)







 Choć Poluniu pokażę Ci wszystko!








wtorek, 21 października 2014

W krainie marzeń...

Od jakiegoś czasu Pola co wieczór wchodziła do łóżeczka Olusia oznajmiając, że ona chce w nim spać, dzięki czemu sama dała nam znać, że łóżeczko turystyczne to już nie dla niej.


 Nadarzyła się okazja i kupiliśmy jej łóżeczko, takie same jak ma Oluś , ale białe, bo idealnie pasuje do jej pokoiku, jeszcze dzień przed zakupem rozmawiałam z mężem na temat zmiany łóżeczka i na jakie bym chciała, a następnego dnia, tadam i mam moje wymarzone łoże dla mej królewny :) Maż na początku sceptycznie podchodził do tego tematu, że jeszcze za mała, że może poczekamy,trochę dało mi to do myślenia, ale go przekonałam i jak zobaczyliśmy radość Poli po złożeniu łóżeczka, to wiedzieliśmy już iż podjęliśmy bardzo dobra decyzję, Polcia zasnęła bez najmniejszego problemu :) 

Uwielbiam jej pokój, ten klimat :) Jeszcze tylko dojdzie nowa, dorosła pościel i będzie bajecznie <3 

Z Olusia pokoikiem muszę coś zrobić, żeby bardziej mi się podobał :)  jak coś wymyślę to na pewno się pochwalę :)







czwartek, 16 października 2014

Świat dzieci bezstresowo wychowanych.

Jestem ciekawa jak za kilka, kilkanaście lat będzie wyglądać ten świat, gdy dorosną dzieci wychowywane w duchu bezstresowego wychowania, co wtedy mądrzy naukowcy będą mówić i pisać, czy dalej będą uważać , że kary to zło, że zabieranie przywilejów również? Przeraża mnie to w jakim świecie teraz żyjemy, rodzicom niczego nie wolno, nie  mogą krzyknąć, zamknąć w pokoju.

Mam kłopoty z Olkiem, miałam z nim kłopot od zawsze, od kiedy skończył jakieś 15 miesięcy, od tego czasu co kilka dni toczymy wojny, na polu bitwy ja i On, czasami Tata, wojny o oglądanie bajek, o słodycze, o bicie innych.Mam z nim problem, a może mam problem  ze sobą ? No nie wiem... Jednak po tych kilku latach wychowywania go nie daje rady, różne metody, prośby, groźby, kary itd przestają działać. Gdy kilka dni temu tłumaczyłam mu, że nie wolno bić , nie wolno wyrywać zabawek, że rozmową trzeba załatwiać konflikty,a on za chwilę robi to samo,przedszkolanka się skarży, mówi , że uderzył dziewczynkę i ona ma siniaka na brzuszku, to opadam z sił. Zaczynam wątpić w siebie i swoją rodzicielską moc. Dając mu karę od razu słyszę "Nie lubię mamy", gdy wspiera mnie mąż dodaje jeszcze " nie lubię taty" , gdy zabieram mu zabawkę, którą On zabrał chwilę temu Polci tłumacząc, że nie wolno tak robić bo ona bawiła się pierwsza i że musi poczekać na swoją kolej słyszę "nie lubię Poli" i tak co kilka dni.

Staram się z całych sił, tłumacze , rozmawiam, on wtedy siedzi patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczkami przytakując, mówiąc , że rozumie, a gdy tylko zejdzie z kolan, mija kilkanaście minut i jest powtórka z rozrywki... czemu dzieci na świecie nie pojawiają się z instrukcją obsługi? Czy ja jestem za mało konsekwentna? Nie sądzę, bo jak coś powiem tak jest, Olek nie żyje w świecie nakazów i zakazów, często daję mu wybór, a może to źle? Może ja powinnam o wszystkim decydować? Ale czy to nie buduje jego poczucia wartości, że on może o czymś sam zdecydować? Bo wydaje mi się, że powinno, powinno się dla niego liczyć to , że mama i tata liczą się z jego zdaniem. Ja już nie wiem jak mam na niego wpłynąć, miesiąc temu działało na niego coś innego, teraz znów trzeba szukać złotego środka i tak zapewne do 18nastki. Być rodzicem to nie łatwa sprawa... Ale kto da radę jak nie ja.

Musiałam się wygadać...

środa, 15 października 2014

Mała papuga, która ciągle czegoś nie chce...

Któż to taki? To Pola ;)

Ostatnio Polcia wszystko papuguje po Olusiu, bierze z niego te dobre jak i to złe zachowanie, niestety tego złego jest więcej, otóż moja mała córeczka zaczyna bić, a czemu? No bo Oluś czasami ją uderzy, to i ona dłużna nie zostaje, gdy on się uspokoi ona zaczyna, wchodzenie na kuchenne blaty ma opanowane do perfekcji, podsuwa sobie krzesło i raz ,dwa już sobie siedzi na blacie i sięga co chce, Oluś zaczął to robić mając 2,5 roku, no ale jak ma się kogo naśladować to zaczyna robić się wszystko szybciej ;) Oluś specjalnie upada, Pol też, Oluś łapie kota, Pola też, Oluś idzie myć ząbki, Pola też, jest jego małym cieniem, a On dla niej jest autorytetem.

 Od kilku dni z ust Poli na każde pytanie pada odpowiedź " Nie kcem", "Pola idziemy się myć" "Nie kcem!" "Idziemy dada?" "Nie kcem" Jedynie czego nie odmawia to cycusia, jego zawsze, wszędzie i każdej porze "kce". Od wczoraj zauważyłam też, że królewna zaczyna składać zdania z trzech wyrazów :) pierwsze takie zdanie brzmiało " Tata czedł czkola" (Tata poszedł do przedszkola), a następne to  "Mama Oluś dzie czkola" (Mamo Oluś idzie z przedszkola) " Pola ce moc" (Pola chce moc tzn. piosenkę mam te moc )" Dziemy am niadanko" (Idziemy jeść śniadanko) , ogólnie jestem w szoku ile ona mówi, bez problemu się z nią dogaduje, choć gdy ktoś z boku słucha raczej mało rozumie, bo wiele słówek mówi podobnie, ale ja nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem i rozróżnieniem ich :) Uważam iż to też zasługa tego, że ma starszego brata i od niego się uczy, ale ona ogólnie lubi się uczyć nowych słów, piosenek i raz dwa łapie, więc mowa przychodzi jej z łatwością.

Zdjęcia z poniedziałkowego , zakupowego szaleństwa :)









sobota, 11 października 2014

4 lata...

4 lata temu o tej porze leżałam na porodówce, już  z bólami i skurczami, by o 20:07 móc zobaczyć mego ukochanego i wyczekanego synka, wtedy taki malusi, taki umęczony, bezbronny, skazany na mnie lub tatę, bez nas by zginał, a dziś ? Dziś to myśmy zginęli bez niego. 


Nasz mały wielki świat, miłość od pierwszych chwil, wylane litry płaczu ze śmiechu i bezradności, o brak wzbudzania w nas emocji posądzić go nie można, wesoły, zaradny, mądry i szalony, pomysłowy, z psotnikami w oczkach, każdy dzień z nim jest nowym przeżyciem, nie wiadomo co przyniesie. Chłopczyk o złotym serduszku, gdy źle pocieszy, przytuli, uwielbia jeździć na rowerku, gdy wieczorem czytamy książeczki  i bajkę rycerz Mike, uwielbia też Spidermama i Batmana, choć nigdy tych bajek nie oglądał, ale jak tylko widzi jakąś zabawkę z tymi postaciami od razu pojawiają się iskierki  w oczach :) Oluś to mały urwis, niecierpliwy, wrażliwy. Uwielbiam go, uwielbiam każdą chwilę z nim spędzoną, a dziś z okazji jego urodzin, pragnę życzyć mu
- Zdrowia -bo ono najważniejsze,
- szczęśliwego dzieciństwa- by miał ciekawe i piękne wspomnienia, 
- miłości - by zawsze mu towarzyszyła
- wspaniałych ludzi wokół- by kolorowali jego życie
- szczęścia- by każdy dzień się nim wypełniał
- beztroski - by nigdy nie spotkały go przykrości
- uśmiechu- z nim na ustach idzie sie lepiej przez świat
- anioła stróża- co by strzegł go przed złem tego świata
- spełnienia marzeń- bo ich spełnienie daje siłę by iść dalej

STO LAT SYNKU!

poniedziałek, 6 października 2014

Jak by jutra miało nie być...

Jak ja nie lubię narzekających ciągle ludzi... staram się od takich izolować, a tu proszę pewna grupa na facebooku i ciągle narzekania, sam pesymizm , jak dobrze, ze można odznaczyć takie miejsca... ludzie cieszcie się zdrowiem swoim, najbliższych, znajdzie jakiś sens w życiu, a nie ciągle się dołujecie, nie rozumiem jak można tak żyć... 

Jak można nie dostrzegać piękna dnia codziennego, dziękuj za to, że masz kolejny dzień do przeżycia, że świeci słońce, że pada deszcz, każdy ma problemy, ale nauczmy się żyć tak by to nie one stały się najważniejsze, one przeminą, tak jak wszystko, ale czas, który poświęciłeś wtedy na dołowanie się nimi nie wróci, sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące, lata uciekają nam przez palce, zanurzając się w problemach tracicie życie, a czasu już nikt nie cofnie. Ja od jakiegoś czasu zmieniam swe podejście do życia i wiecie co? Ono jest łatwiejsze, jest jakiś problem ok jest, to zaraz go rozwiążemy, jak nie daje rady sama, proszę o pomoc moją prawą dłoń, me największe szczęście- męża, on zawsze ma trzeźwy umysł i dodaje mi skrzydeł,  daje dobre słowo. Oczywiście czasami się pożalę, ale to nie to jest celem mego życia. Są ważniejsze cele na tym świecie, lepsze wartości, warto podążać za marzeniami, spełnianie ich daje mega kopa i pozytywną energię, nauczmy się żyć tak jakby jutra miało nie być, a będzie piękniej, zobaczycie sami.

Także życzę Wam więcej optymizmu, wiary w siebie, we własne siły i to iż dacie radę pokonać wszelkie przeciwności los, takie myślenie zmienia życie! :)



A to moje osobiste definicje szczęścia :) 








piątek, 26 września 2014

19 miesięcy ich wspólnej przygody...

Dziś mija 19 miesięcy od kiedy Oluś poznał swą siostrę i 19 dni i 1 dzień od kiedy Pola jest na świecie.

Co to jest 19 miesięcy dla dorosłego człowieka? Nic, a dla takich małych dzieci tak wiele... Przez te miesiące tak się zmienili, Oluś z niesfornego prawie 2,5 latka zmienił się w niesforną czteroletnią gadułę, opiekującego się starszego brata, który zawsze biegnie z pomocą dla Poli, a ona z małego zawiniątka stała się kompanem do zabaw dla Olka, małą papużką , która we wszystkim go naśladuje i staje się takim samym łobuzem jak on, choć przyznam się miałam nadzieje iż choć jedno dziecko będzie ugodowe, ale gdzie tam oboje tak samo uparci, tak samo zawzięci i tak samo nieusłuchani, ale pracujemy nad tym.

 Ogólnie blog chyba powinien zmienić nazwę z Brzdące Dwa i ich Mama, na Uparciuchy Dwa i ich Mama, bo tak jak oni się uprą to nie ma bata, nie to nie i koniec, albo daj i daj, z Olusiem obecnie jest ok, ale Pola pokazuje rogi, czyżby zaczynał się bunt dwulatka? Chyba tak, nie jestem z tego powodu szczęśliwa, ale już to przechodziłam i damy radę, póki co było "tylko" rzucanie rzeczami gdy zabrałam mazaka, którym królewna chciała ozdobić ścianę, a co będzie dalej? Zobaczymy. Już uzbrajam się w cierpliwość i myślę nad tym jakich sformułowań używać by omijać słowo NIE, w sumie póki co na Pole bardziej działa " zejdź ze stołu, na nim stawiamy jedzenie, chodzi się po podłodze" niż "zejdź ze stołu, nie wolno na niego wchodzić", ale czy uda mi się tak ciągle mówić? Póki co nie jest jeszcze tak  źle, Oluś się uspokoił to i może ona się uspokoi i będzie ciągle taki rollercoaster, jak nie Pola to Aleksander, jak nie On to Ona, dzieci dbają o to by matka się nie nudziła i miała co robić :)

Jednak mimo wszystko uwielbiam ich , uwielbiam rączki wplatające się w szyję, uwielbiam gdy Oluś wchodzi do naszej sypialni o poranku i słowa  " Mamusiu, Tatusiu czas do przedszkola, już wstałem", uwielbiam bezinteresowne buziaki od Polinki, uwielbiam gdy Pola zbudzi się z popołudniowej drzemki i brat biegnie do niej mówiąć "Mamusiu, ja ja wyciągnę OK?" i wchodzi do jej pokoju mówi "Dzieeeeń doobry Poluniu jak fajnie, że wstałas" i próbuje ją wyciągnąć z łóżeczka, uwielbiam widok skaczących ich razem po naszym łóżku i te piski radości. Mam nadzieję iż mimo kłótni i bójek zawsze będą tak kochającym się rodzeństwem jak są teraz, On troskliwy starszy brat, Ona mała tulisia i zapatrzona w brata siostrzyczka. Kocham nade wszystko ! Moje dwa spełnione marzenia, idealni w swej nie idealności , Oluś i Pola <3








piątek, 12 września 2014

Nie marudź, nie narzekaj, zawsze się uśmiechaj, przecież matką jesteś !

Jesteś matką? Jeśli tak to zapewne wiesz, że nie masz prawa narzekać, że jedyne czym masz się dzielić to tym jak wspaniałe masz dziecko/dzieci i jak sielankowe życie prowadzicie.

Jednak nie zawsze tak się da, czasami dopada nas zły nastrój, nic nam się nie chce, a w koło biegają dzieci, które nie ułatwiają tego ciężkiego dnia, a mimo natłoku myśli musicie się nimi zająć, zrobić obiad, ogarnąć dom i wtedy nadchodzi moment gdy po raz dziesiąty zostaje wylane picie, co z tego, że dajecie picie do niekapka, dziecko ma inny plan, chce sobie je nalać samo do innej butelki,  nie prosząc nikogo o pomoc, siedząc w salonie słyszysz tylko "nie chciałem..." Patrzysz i co robisz? Znowu sprzątasz, mówisz, że trzeba wołać, że z butelki do butelki najlepiej przez lejek, za chwilę gdy sprzątasz bałagan w kuchni, słychać w salonie "O nie! Mamooo!" Idziesz, patrzysz, no tak zostawiłaś swój kubek z piciem i młodsze dziecko chciało się z niego napić, ale za mocno przechyliło, Twoja wina, no bo przecież trzeba wszystko ze sobą wszędzie zabierać i po kilku podobnych zdarzeniach masz już dosyć... potrzebujesz chwili wytchnienia, wygadania się komuś, napisać o tym gdzieś by wylać swe żale, a co za to otrzymujesz?

 Oczywiście "cenne" uwagi, oceny Ciebie jako matki, że to Twoja wina, że rozbestwiłaś, rozpieściłaś, że nie reagujesz, nie karcisz, nie wymagasz, jesteś niekonsekwentna,  same superlatywy, może  1 na 10 osób powie "nie martw się, to minie", poradzi co zrobić, udzieli dobrej rady, ale nie będzie oceniać Ciebie, opowie na swoim przykładzie, podbuduje, czemu takich osób wśród nas jest niewiele?

 Dlaczego ludzie tak bardzo lubią oceniać innych nie znając całej sytuacji, widząc zaledwie ułamek tego co dzieje się na co dzień w danej rodzinie. Dlaczego ludzie wymagają od nas bycia idealną matką, idealnym ojcem, dzieckiem?  Czemu nie możemy mieć chwili słabości, złego dnia, złego samopoczucia? Czemu oceniając innych nie widząc czubka swego nosa? I czemu o macierzyństwie wypowiadają się osoby nie mające dzieci?

Mogłabym tu zadawać takich pytań tysiące, bo siedzą one w mej głowie od dawna,  są dla mnie nie zrozumiałe. Ja staram się nie oceniać, staram się doradzać mówiąc "Ja robiłam tak i tak, ale Ty wcale nie musisz, możesz spróbować czego innego" , nie mówię " Co Ty robisz, jak mogłaś popełnić taką głupotę, przecież musisz to zrobić tak!" Staram się bardzo, ale nie zawsze mi to wychodzi i wiem o tym. Nie jestem idealna, nikt nie jest, każdy ma wady i zalety, ale ja nie wtrącam się w życie innych, nie wchodzę w ich życie z butami, pilnuję swojego podwórka i tego by u mnie był ład, a co jest u sąsiada z płotem, to nie mój interes.

Mam swoje życie, rodzinę , swoje zasady, popełniam błędy jak każdy człowiek, staram się wychować me dzieci najlepiej jak umiem, obdarzam ich miłością największą jaką mogę, co z tego wyniknie zobaczymy za kilkanaście lat.

A tymczasem mówię wszystkim wszystkowiedzącym: "GÓWNO WIECIE!"
Ot taka puenta  ! :) Miłego weekendu kochani i nie dawajcie się !

czwartek, 11 września 2014

Brak weny i armagedon.

Ostatnio mnie wena opuściła całkowicie... gdzie się podziała , nie mam pojęcia! Brak weny do pisania, brak weny do zdjęć, czyżby odezwała się we mnie jesienna chandra mimo iż jeszcze przez kilka dni mamy lato? Staram się ja w sobie odnaleźć, bo w sumie ciężko mi bez niej, ciężko mi bez mego entuzjazmu, a jak ja nie mam humoru to i Brzdące mają gorszy i dają w kość.

Ostatnimi czasy w domu był istny armagedon, na chwilę nie mogłam ich zostawić samych, jak nie rozsypana mąka w kuchni, to cała pasta do zębów wyciśnięta na umywalkę,  to rozlane picia, rozsypane chrupki kukurydziane po całym salonie, ot tak dla zabawy, bo przecież fajnie jest je rozsypywać, deptać po nich, ale potem już nie fajnie gdy trzeba to posprzątać i zaczyna się lament i łzy, krzyki i złość, kto tak daje popalić? Mój kochany synek, a Pola mu wtóruje i naśladuje go, ostatnio jego zachowanie przypomina mi go gdy miał 2 lata i przechodził bunt, czy bunt czterolatka też istnieje?

Staram się poświęcać mu czas, rozmawiać z nim, tworzyć coś razem, wczoraj dla przykładu malowaliśmy farbami, lubi takie zajęcia, ale już nie lubi gdy próbuje go czegoś nauczyć, kiedy próbowałam kolejny raz pokazać mu jak malować ludzika, kwiatka, domek, to się denerwował, bo on nie umie, bo on nie chce i jego rysunki nie odbiegały niczym od rysunków 1,5 rocznej Poli, były takie same, tyle że Poli kolorowe, a jego czarne, granatowe... Wiem iż każde dziecko rozwija się we własnym tempie, że nie każde musi umieć malować i ok akceptuje to, ale jego histerie podczas gdy coś mu się nie udaje przerażają mnie, staram się pomóc mu zapanować nad emocjami, ale ciężko mu je ogarnąć, często w ataku złości rozwala swoje zabawki, a potem przychodzi z płaczem "Mamusiu zobacz co ja zrobiłem, zniszczyłem swoją zabawkę" i dalej płacze już z powodu zabawki, mam nadzieję, iż ten okres minie i wróci mój Oluś sprzed miesiąca jak najszybciej.

Tak czy inaczej dla mnie i tak jest kochanym chłopcem, mimo swych histerii umie przyjść , przytulić, powiedzieć kocham, wie , że jest kochany mimo wszystko, że akceptujemy jego wady, staramy się z M jak możemy. Mam nadzieję, że już niedługo wszystko wróci do normy.

A jak to jest u Was? Czy Wasze maluchy tez miewają takie okresy buntu, jak sobie wtedy radzicie?

niedziela, 31 sierpnia 2014

Słuchaj wewnętrznego głosu !

Mając dzieci ze wszystkich stron płyną rady i uwagi, rady i uwagi z dobrego serca radzących, a to:
- " Nie śpij z dzieckiem, bo się przyzwyczai"
- " Nie dawaj smoczka, potem będzie problem"
- " Daj smoczka, bo ciągle tylko przy piersi siedzi, ile można"
- " Podaj butelkę on/ona się nie najada, bo płacze co godzinę"
- " Czemu nie karmisz piersią, przecież to takie dobre"
- " Od urodzenia maluch śpi sam w pokoju, jak tak można"
itd. itp.

Matka słuchając takich rad nie wie co robić, kogo słuchać, co jest dobre, a co złe, głupieje, jej wewnętrzny instynkt zostaje zepchnięty na drugi tor, jeśli należysz do takich osób , uwaga! Pora się obudzić kochana! Nie patrz na innych, zwróć uwagę na siebie i swoje dziecko, na Wasze potrzeby, a nie na potrzeby społeczeństwa. To Ty spędzasz z dzieckiem największą ilość czas w jego pierwszym roku życia( i dalej jeśli nie wracasz do pracy), to Ty wiesz co on/ona chce, co lubi , czego nie, Ty wiesz jakie masz priorytety, czego oczekujesz od macierzyństwa. Jeśli potrzebujesz bliskości maluszka, uwielbiasz z nim spać, uwielbiasz karmić piersią, to to rób, nie słuchaj innych, rób tak jak uważasz, to samo tyczy się mam karmiących mm lub kładących maluszki od razu po urodzeniu do łóżeczka, nie miejcie do siebie wyrzutów, to Wasze dzieci, Wasz czas i Wasze wybory, nikomu nic do tego!

Ja mając dwoje dzieci nasłuchałam się dużo rad, ale starałam robić tak jak mi podpowiadało serce, a nie ktoś inny, usłyszałam teksty typu " Odstaw już mu tego smoczka, za duży jest" Ok , wysłuchałam, powiedziałam, że w swoim czasie , a gdy nadszedł u Olusia czas odstawienia smoczka oznajmiłam to, że za kilka dni będzie koniec, co usłyszałam? "Zobaczymy" no i co? No i zobaczyli, jedna marudząca noc i smoczek poszedł w zapomnienie, Oluś mając 2 lata i 4 miesiące pożegnał się ze smoczkiem bez większej awantury. Podobnie było z nocnikowaniem " Taki duży, a jeszcze pieluszki nosi" , tak nosił bo było mi wygodnie, bo nie chciało mi się w ciąży z Polą biegać za Olusiem co pół godziny i wysadzać go na nocnik, ale nadszedł czas, nadeszły wakacje i powiedziałam koniec, od dziś bez pieluszki , i jak to się skończyło? Po tygodniu chodziliśmy już na spacery w majteczkach, a po miesiącu Oluś spał w nocy bez pampersa. Spokojnie, na luzie, bez emocji, no nie emocje były bo brawo i okrzyki radości gościły nam za każdym razem gdy się udało.

Teraz słyszałam rady co do Poli "Ona nie przespała ani jednej nocy w swoim łóżeczku?! Nie odzwyczaisz jej od spania z wami i od piersi" Niestety, albo raczej stety, tym razem także utarłam nosa osobom, które tak mówiły, Pola już prawie od tygodnia  śpi w swoim pokoju, w swoim łóżeczku, pierwsza noc nie była zła, płakała  40 minut i zasnęła, tak jak chciałam nie przy piersi, a w swoim łóżeczku, przespała od 21.00 do 4.30 i potem wzięłam ją do nas i spałyśmy dalej. Najgorsza była piąta noc, obudziła się ok 01.00 i do 3.30 nie mogła zasnąć, co zasnęła to się budziła, ale podejrzewam , iż winowajcą byłam ja gdyż pozwoliłam jej zasnąć przy piersi i odłożyłam ją śpiącą do łóżeczka, wczoraj i dziś zasypia już w łóżeczku sama, po uprzednim podaniu piersi, przytulaskach, wyznaniach miłości i robieniu papa, zasypia ok 21.00 i śpi do ok 07.00,  a potem przy cycusiu jeszcze z 30 minut.

Także drogie Mamy, nie patrzcie na innych, słuchajcie wewnętrznego głosu, róbcie wszystko w zgodzie z sobą, ze swoimi przekonaniami, czasami oczywiście można się poradzić, wysłuchać, ale nie pozwólcie aby ktoś narzucał Wam swoją wolę, swoje racje. Szczęśliwa mama równa się szczęśliwe dziecko i to jest najważniejsze!



Moja córcia jak widać na zdjęciu jest szczęśliwa ;)

piątek, 29 sierpnia 2014

By pokazywać dzieciom świat...

Według statystyk współcześni rodzice poświęcają za mało czasu swoim dzieciom, pędzą za pieniądzem i lepszym bytem, zapominając o tym co dzieje się tu i teraz, o tym że jutra może nie być. Sama staram się poświecić jak najwięcej czasu Brzdącom, ale i tak mam wyrzuty sumienia , że za mało go im daje, że mamy za mało wspólnych spacerów całą czwórką, za mało wspólnych chwil, jednak nadchodzą takie dni gdzie M ma wolne, słońce świeci za oknem co w Anglii jest rzadkością , wtedy zbieramy nasze cztery litery i ruszamy się z domu by pokazać dzieciom świat i spędzić intensywnie dany nam czas.

 Tydzień temu wyruszyliśmy do Północnej Wali, do miejscowości Llandudno, tam właśnie Lewis Carroll opowiadał swoje bajki małej Alicji Liddle, które później zostały zebrane w "Alicji w krainie czarów", jednak to jest jedynie legenda nie mająca nic wspólnego z prawda, choć chodząc uliczkami miasta czuć magię, ta miejscowość jak żadna inna  podbiła me serce, zostanie w mej pamięci na zawsze. Morze, zatoka, góry, piękny krajobraz, stare tramwaje, najdłuższa kolejka linowa w Anglii, którą można wjechać na Great Orme, górę nad brzegiem morza, z której rozpościera  się przepiękny widok na okolicę, wspominając ten dzień mam go ciągle przed oczami. Widok Brzdąców biegających z uśmiechem na buzi, gonitwy za tatą, podtopione kalosze Poli i moje baleriny umorusane w błocie gdy goniłam za uciekającą córcią,bezcenne. Takie chwile są najpiękniejsze, nie potrzeba wyjazdów na 2 tygodnie by poczuć wakacyjny , urlopowy klimat,droga nie musi być daleka, nie raz warto wybrać miejsce, które jest dość blisko nas, mimo iż od Llandudno dzieli nas tylko 2 godziny drogi,nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, dzięki jednej z blogerek(@modawkolorzeblond ) zobaczyłam jak  pięknie jest w tej miejscowości  i postanowiłam iż w tym roku tam pojedziemy, udało się. Za rok planujemy spędzić w Llandudno  weekend,  by moc nacieszyć się tymi widokami dłużej, spędzić razem cudny rodzinny czas i mieć piękne wspomnienia, bo jedynie tego nikt nam nie zabierze. Zdjęcia też mogą przepaść, tak jak mi połowa zdjęć z tego wyjazdu, która z niewiadomych przyczyn uległa uszkodzeniu, próbowałam je odzyskać, ale niestety nie udało się.

Także kochani pokazujmy dzieciom świat, zabierajmy je w fajne miejsca, gdzie możemy pobyć razem, spędzić wspólnie czas na zabawach i wygłupach, pobyć znów dziećmi i bawić się w najlepsze.


 Zapraszam do wirtualnego zwiedzania Llandudno, oto fotorelacja  :)